Sześć tygodni minęło jak z bicza strzelił, a ekipa pracująca nad tekstowym edytorem Adobe Buzzword dotarła do następnego kamienia milowego na drodze do wersji finalnej. To już 14sta aktualizacja, tym razem użytkownicy również otrzymali bardzo interesujące funkcjonalności.

Jedną z najważniejszych jest dodanie kolejnych słowników – funkcja sprawdzania pisowni działa już w 18 językach.

Drugą wypasioną funkcjonalnością jest możliwość eksportowania plików do formatu ODT, który jest formatem domyślnie używanym przez edytor tekstu pakietu OpenOffice. Miło jest wiedzieć że Adobe także pamięta o bezpłatnych aplikacjach i ich użytkownikach. Zatem lista formatów do których można eksportować z Buzzword’a wygląda następująco:

  • Adobe pdf (pdf)
  • Microsoft Word (doc)
  • Microsoft Word 2003 (xml)
  • Microsoft Word 2007 (docx)
  • Rich Text Format (rtf)
  • HTML spakowany do .zip (zip)
  • Zwykły tekst (txt)
  • Format OpenDocument (odt)

Wprawdzie nie jest to jakaś bardzo imponująca lista, ale należy pamiętać że Buzzword jest aplikacją w całości obsługiwaną przez przeglądarkę internetową, nie wymaga instalacji i jest dostępna bezpłatnie.

Uporządkowano też kwestie zaproszeń do edycji plików przez innych użytkowników.

Więcej na temat nowości w Buzzword można dowiedzieć się z tego posta.

Jak będzie wyglądać przyszłość Buzzworda? Czy będzie dla niego miejsce jako produktu chętnie i często używanego? Wydaje mi się że niestety dużych szans na to nie ma, z kilku powodów. Po pierwsze konkurencja jest głośniejsza i znajduje się bardziej zaawansowanej fazie developerskiej – chodzi mi oczywiście o Google Docs. Nie bez znaczenia będzie na pewno fakt że produkt Google pozwala także na edycję online dokumentów innego typu, włączając w to arkusze kalkulacyjne i prezentacje multimedialne. Ciężko będzie to przeskoczyć.

Na korzyść produktu Adobe z pewnością działa to że jest o wiele bardziej atrakcyjny wizualnie, samo pisanie w nim sprawia przyjemność. Dodatkowym atutem jest to że liczba przeciwników Google rośnie bardzo szybko, wiele osób które do tej pory popierały giganta staje się coraz bardziej ostrożnych i jeśli otrzymają równie dobry produkt konkurencji jak produkt Google to z niego skorzystają uważając że Google wiedzą o nas za dużo żeby dawać im do ręki także nasze prywatne dokumenty :)

Tak czy owak, z pewnością warto samemu sprawdzić czym to się je, nawet gdyby Buzzword miał zostać tylko ciekawostką (trudno jednak wierzyć w to że Adobe inwestowałoby pracę oraz fundusze w produkt dla którego nie ma miejsca na rynku).